sobota, 2 maja 2015

Kurczę, dawno mnie tutaj nie było... W tym czasie moje życie zmieniło się diametralnie. Ostatnie kilka dni to była porażka. Dostałam zaproszenie od mamy na pierwsze urodziny mojego brata, mój przyjaciel mi wyznał, że się we mnie zakochał, ratowałam babci życie... Jednym słowem masa emocji. Na szczęście z babcią jest już wszystko w porządku, ale nadal nie wiem co mam zrobić z moim przyjacielem. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonana, że on również nie jest mi obojętny. Normalnie bym mogła się domyślać, że on mnie kocha, ale jedna sytuacja mnie uświadomiła. Leżeliśmy sobie w łóżku, ja sobie podsypiałam, on mnie przytulał i myślał, że śpię, bo w pewnym momencie powiedział "kocham Cię"... Ja nie zareagowałam, udawałam, że faktycznie śpię, ale teraz cały czas myślę o tej sytuacji. Jak tak teraz myślę o tym wszystkim, dochodzę do wniosku, że on od dłuższego czasu dawał mi do zrozumienia, że nie jestem mu obojętna.
Dobra, zmieniam temat, jak zawsze kiedy czuję się niekomfortowo. Schudłam 2 kilo i zaczyna mi się robić przerwa między udami. Może do wakacji uda mi się schudnąć. Oby... Wreszcie mogę zacząć stosować nawilżające odżywki do włosów, bo jest już ciepło. W poniedziałek kupię sobie jakąś maseczkę, albo odżywkę i może moje włosy będą wreszcie jakoś wyglądały.
Ten tydzień zaliczam do tych nieudanych. Mam nadzieję, że sytuacja z nim się rozwiąże, a ja nadal będę chudła. Do następnego razu!

niedziela, 4 stycznia 2015

Yaaay, kolejny post! Tak poświątecznie i posylwestrowo czyli chujnia z zabawą, dosłownie. Chujnią w tej sytuacji są święta. Moja babcia nie przygotowała kolacji wigilijnej. Specjalnie, żeby nie było. Troszkę mnie to zasmuciło, bo jednak Wigilia to Wigilia. I tu się zaczyna część zabawna, przynajmniej dla mnie. Siedząc w moim pokoiku, sącząc barszczyk instant stwierdziłam, że jestem żałosna. Piję barszcz rozpuszczalny i zagryzam wegetariańskim krokietem podgrzanym w mikrofali do tego słuchając piosenek świątecznych, którymi szczerze powiedziawszy rzygam... I nagle stwierdzam, że można to zrobić lepiej. Argentyńska telenowela, disco polo, tanie wino, dużo budyniu (mam nietolerancję laktozy więc będzie zabawnie) i do tego chłopak, który tak jak ja nienawidzi świąt. Ooo tak, tak będzie. Od dwóch lat święta to dla mnie jedynie ozdoby świąteczne i Kevin sam w domu. Z depresji przeszłam w stan planowania najżałośniejszych świąt, oby tak dalej, moja pani psycholog popiera ten styl wychodzenia z dołków. Mamusia zapomniała o tym, że ma córkę i nie przyszła w święta. Już przestaję się tym przejmować, uważam, że jest po prostu żałosna. Potem był sylwester i nie, nie z Polsatem. Spędziłam go tradycyjnie z kuzynką, miała być jedna noc, skończyło się na 4. Przynajmniej nie przytłaczałam się myślą, że w tym samym budynku jest moja babcia. No, generalnie odpoczęłam.A to chyba najważniejsze. Aktualnie myślę na jakie zajęcia dodatkowe się zapisać, bo potrzebuję interakcji z ludźmi. Chyba będą to zajęcia teatralne.Oczywiście z najlepszą przyjaciółką, sama bym się nie odważyła tam pójść. W sumie to na tyle dzisiaj. Do następnego razu, bajo ;)