Kurczę, dawno mnie tutaj nie było... W tym czasie moje życie zmieniło się diametralnie. Ostatnie kilka dni to była porażka. Dostałam zaproszenie od mamy na pierwsze urodziny mojego brata, mój przyjaciel mi wyznał, że się we mnie zakochał, ratowałam babci życie... Jednym słowem masa emocji. Na szczęście z babcią jest już wszystko w porządku, ale nadal nie wiem co mam zrobić z moim przyjacielem. Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej jestem przekonana, że on również nie jest mi obojętny. Normalnie bym mogła się domyślać, że on mnie kocha, ale jedna sytuacja mnie uświadomiła. Leżeliśmy sobie w łóżku, ja sobie podsypiałam, on mnie przytulał i myślał, że śpię, bo w pewnym momencie powiedział "kocham Cię"... Ja nie zareagowałam, udawałam, że faktycznie śpię, ale teraz cały czas myślę o tej sytuacji. Jak tak teraz myślę o tym wszystkim, dochodzę do wniosku, że on od dłuższego czasu dawał mi do zrozumienia, że nie jestem mu obojętna.
Dobra, zmieniam temat, jak zawsze kiedy czuję się niekomfortowo. Schudłam 2 kilo i zaczyna mi się robić przerwa między udami. Może do wakacji uda mi się schudnąć. Oby... Wreszcie mogę zacząć stosować nawilżające odżywki do włosów, bo jest już ciepło. W poniedziałek kupię sobie jakąś maseczkę, albo odżywkę i może moje włosy będą wreszcie jakoś wyglądały.
Ten tydzień zaliczam do tych nieudanych. Mam nadzieję, że sytuacja z nim się rozwiąże, a ja nadal będę chudła. Do następnego razu!
My strange thoughts
sobota, 2 maja 2015
niedziela, 4 stycznia 2015
Yaaay, kolejny post! Tak poświątecznie i posylwestrowo czyli chujnia z zabawą, dosłownie. Chujnią w tej sytuacji są święta. Moja babcia nie przygotowała kolacji wigilijnej. Specjalnie, żeby nie było. Troszkę mnie to zasmuciło, bo jednak Wigilia to Wigilia. I tu się zaczyna część zabawna, przynajmniej dla mnie. Siedząc w moim pokoiku, sącząc barszczyk instant stwierdziłam, że jestem żałosna. Piję barszcz rozpuszczalny i zagryzam wegetariańskim krokietem podgrzanym w mikrofali do tego słuchając piosenek świątecznych, którymi szczerze powiedziawszy rzygam... I nagle stwierdzam, że można to zrobić lepiej. Argentyńska telenowela, disco polo, tanie wino, dużo budyniu (mam nietolerancję laktozy więc będzie zabawnie) i do tego chłopak, który tak jak ja nienawidzi świąt. Ooo tak, tak będzie. Od dwóch lat święta to dla mnie jedynie ozdoby świąteczne i Kevin sam w domu. Z depresji przeszłam w stan planowania najżałośniejszych świąt, oby tak dalej, moja pani psycholog popiera ten styl wychodzenia z dołków. Mamusia zapomniała o tym, że ma córkę i nie przyszła w święta. Już przestaję się tym przejmować, uważam, że jest po prostu żałosna. Potem był sylwester i nie, nie z Polsatem. Spędziłam go tradycyjnie z kuzynką, miała być jedna noc, skończyło się na 4. Przynajmniej nie przytłaczałam się myślą, że w tym samym budynku jest moja babcia. No, generalnie odpoczęłam.A to chyba najważniejsze. Aktualnie myślę na jakie zajęcia dodatkowe się zapisać, bo potrzebuję interakcji z ludźmi. Chyba będą to zajęcia teatralne.Oczywiście z najlepszą przyjaciółką, sama bym się nie odważyła tam pójść. W sumie to na tyle dzisiaj. Do następnego razu, bajo ;)
sobota, 27 grudnia 2014
Omg, ile czasu mnie tu nie było... A to za sprawą zmiany hasła, którego potem i tak zapomniałam xD Ale już mam moje hasło z powrotem i mogę pisać dalej, yaaaay. Ciekawe ile osób za mną tęskniło.
No w każdym razie zmian u mnie trochę. W mijającym czasie zdążyłam odkochać się jednym chłopaku i zakochać w innym, z którym aktualnie jestem od miesiąca (wowowow, to i tak dużo jak na mnie). Założyłam sobie twittera i uzależniłam się troszkę. Miałam rękę w gipsie dzięki czemu udało mi się uniknąć parę sprawdzianów i kartkówek. No i co najważniejsze wylądowałam w szpitalu na tydzień. Taa... Czas, który wspominam jako czas prawdy, kiedy mogłam się przekonać, komu tak na prawdę na mnie zależy i kto tak na prawdę jest idiotą. Koleżanka z klasy miała ból dupy o to że inna koleżanka nie dostała prezentu na święta. Chuj z tym, że leżę w szpitalu i nie mam totalnie siły żeby nawet poruszyć ręką, ja miałam ten prezent dać. No bez kitu, laska na wolontariat chodzi i jest wrażliwa na cierpienie innych osób. Hehe, jednak nie. Teraz już wiem, że jest no... Niefajna najdelikatniej mówiąc. Z kolei dwóch kolegów baaardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. No może jeden nie za bardzo bo się przyjaźnimy i wgl, więc logiczne, że mnie odwiedził. A drugi kolega, z którym generalnie baardzo się nie lubimy napisał do mnie, że ma nadzieję, że ze mną wszystko ok i fajnie jakbym na święta do domu wróciła. Bardzo miłe z jego strony :) Aż się sama zdziwiłam. Generalnie ludzi po których nigdy bym się nie spodziewała reakcji się mną zainteresowali. A, zapomniałam o najważniejszej personie, o mojej mamusi. Babcia do niej zadzwoniła, że leżę na oddziale i że miło jakby mnie odwiedziła. A ona? Ona stwierdziła, że nie przyjdzie bo zarazki. Szkoda, że sama pracuje w szpitalu...
Więc jaki morał można wyciągnąć z zaistniałej sytuacji? Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie :)
No w każdym razie zmian u mnie trochę. W mijającym czasie zdążyłam odkochać się jednym chłopaku i zakochać w innym, z którym aktualnie jestem od miesiąca (wowowow, to i tak dużo jak na mnie). Założyłam sobie twittera i uzależniłam się troszkę. Miałam rękę w gipsie dzięki czemu udało mi się uniknąć parę sprawdzianów i kartkówek. No i co najważniejsze wylądowałam w szpitalu na tydzień. Taa... Czas, który wspominam jako czas prawdy, kiedy mogłam się przekonać, komu tak na prawdę na mnie zależy i kto tak na prawdę jest idiotą. Koleżanka z klasy miała ból dupy o to że inna koleżanka nie dostała prezentu na święta. Chuj z tym, że leżę w szpitalu i nie mam totalnie siły żeby nawet poruszyć ręką, ja miałam ten prezent dać. No bez kitu, laska na wolontariat chodzi i jest wrażliwa na cierpienie innych osób. Hehe, jednak nie. Teraz już wiem, że jest no... Niefajna najdelikatniej mówiąc. Z kolei dwóch kolegów baaardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. No może jeden nie za bardzo bo się przyjaźnimy i wgl, więc logiczne, że mnie odwiedził. A drugi kolega, z którym generalnie baardzo się nie lubimy napisał do mnie, że ma nadzieję, że ze mną wszystko ok i fajnie jakbym na święta do domu wróciła. Bardzo miłe z jego strony :) Aż się sama zdziwiłam. Generalnie ludzi po których nigdy bym się nie spodziewała reakcji się mną zainteresowali. A, zapomniałam o najważniejszej personie, o mojej mamusi. Babcia do niej zadzwoniła, że leżę na oddziale i że miło jakby mnie odwiedziła. A ona? Ona stwierdziła, że nie przyjdzie bo zarazki. Szkoda, że sama pracuje w szpitalu...
Więc jaki morał można wyciągnąć z zaistniałej sytuacji? Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie :)
niedziela, 2 listopada 2014
Podsumowanie tygodnia numer 3 czas zacząć. Właściwie całkowicie o nim zapomniałam, ale tak siedząc przed komputerem czułam, że coś muszę zrobić. Właściwie chodziło mi o zadanie z matmy, ale blog też ok ;) Tydzień jak zwykle minął spokojnie. Bez większych turbulencji. Weekend tradycyjnie spędzony z kuzynką. Ach, jak ja uwielbiam tego pulpeta <3 Do grona moich adoratorów, którzy nie mają u mnie szans (bo ja nikogo nie kocham) dołączył kolejny biedny człowiek. Współczuję tym kilku osobom. Nie wiedzą, w jakie gówno wdepnęli. Czasem czuję się niezręcznie, kiedy koleś do mnie pisze teksty w stylu "Myślisz czasem o mnie?" albo "Idziesz już spać? W takim razie śnij o mnie :*"... I co ja mam takiemu odpisać? "Spieprzaj" mu nie napiszę, bo go zranię (jeden się 2 lata temu przeze mnie pociął, ałć), nie napiszę mu też, że o nim myślę/śnię, bo sobie narobi nadzieji. Często piszę różne złe rzeczy na mój temat, żeby ich do siebie zniechęcić, ale to ich tylko przyciąga... Nieważne, może kiedyś sobie dadzą spokój.
Film tygodnia to "Obietnica". Nie będę już nawet pisać recenzji, bo NIE UMIEM. Hehe, taki ze mnie brzydal
Piosenka tygodnia: "Master of puppets" metalliki. Tylko dlatego, że sobie to na dzwonek ustawiłam. No. Więc to tyle.
A tak poza tym, nie pisałam nic, bo nie miałam zbytnio dostępu do kompa w tygodniu. PA! <3
Film tygodnia to "Obietnica". Nie będę już nawet pisać recenzji, bo NIE UMIEM. Hehe, taki ze mnie brzydal
Piosenka tygodnia: "Master of puppets" metalliki. Tylko dlatego, że sobie to na dzwonek ustawiłam. No. Więc to tyle.
A tak poza tym, nie pisałam nic, bo nie miałam zbytnio dostępu do kompa w tygodniu. PA! <3
niedziela, 26 października 2014
Czas na podsumowanie tygodnia numer dwa! Yaaaay...
Tak jak ostatnio tydzień minął bez większych problemów związanych z ludźmi. Mam tu na myśli konflikty a nie moje chore paranoje. Bo one są akurat zawsze. Chyba mnie lubią te paranoje. Szkoda, że bez wzajemności. Skoro mowa o nieodwzajemnionych uczuciach. kolega z klasy po raz drygi chciał się ze mną umówić. Chyba już o tym pisałam w innym poście, ale nieważne. Koleś nie rozumie moich aluzji, non stop czyta samouczki i z nikim nie gada. Uważa, że jestem ładna i normalna (!) więc na pewno coś z nim jest nie tak. Żebro już tak bardzo nie boli i mama każe mi jutro ćwiczyć na wf. Ja osobiście uważam, że to nie jest mądry pomysł. Po dwóch próbach chóru stwierdziłam, że to nie dla mnie. Owszem, lubię śpiewać, ale nie w chórze. Wolę inną muzykę. W nocy naszła mnie chęć, żeby zrobić sobie krzywdę (pociąć się ._.). Nie wiem dlaczego, nie pamiętam już. Wogóle nie pamiętam co się wtedy działo. Nie wiem, co to jest, ale zaczynam się bać.
O nie, teraz piosenka i film tygodnia...
Ok, to może film. "Konfiguracja Echelon" to film z gatunku thrillerów. Trzymająca w napięciu historia o wymknięciu się maszyny z pod kontroli. TAK, WIEM, BEZNADZIEJNA RECENZJA W MOIM WYKONANIU. Ale ja nie umiem ;)
Piosenką tygodnia będzie utwór Iron Maiden "The thin line between love and hate" Chodzi mi po głowie już cały tydzień.
Koniec strasznego tygodnia, początek jeszcze gorszego.
Tak jak ostatnio tydzień minął bez większych problemów związanych z ludźmi. Mam tu na myśli konflikty a nie moje chore paranoje. Bo one są akurat zawsze. Chyba mnie lubią te paranoje. Szkoda, że bez wzajemności. Skoro mowa o nieodwzajemnionych uczuciach. kolega z klasy po raz drygi chciał się ze mną umówić. Chyba już o tym pisałam w innym poście, ale nieważne. Koleś nie rozumie moich aluzji, non stop czyta samouczki i z nikim nie gada. Uważa, że jestem ładna i normalna (!) więc na pewno coś z nim jest nie tak. Żebro już tak bardzo nie boli i mama każe mi jutro ćwiczyć na wf. Ja osobiście uważam, że to nie jest mądry pomysł. Po dwóch próbach chóru stwierdziłam, że to nie dla mnie. Owszem, lubię śpiewać, ale nie w chórze. Wolę inną muzykę. W nocy naszła mnie chęć, żeby zrobić sobie krzywdę (pociąć się ._.). Nie wiem dlaczego, nie pamiętam już. Wogóle nie pamiętam co się wtedy działo. Nie wiem, co to jest, ale zaczynam się bać.
O nie, teraz piosenka i film tygodnia...
Ok, to może film. "Konfiguracja Echelon" to film z gatunku thrillerów. Trzymająca w napięciu historia o wymknięciu się maszyny z pod kontroli. TAK, WIEM, BEZNADZIEJNA RECENZJA W MOIM WYKONANIU. Ale ja nie umiem ;)
Piosenką tygodnia będzie utwór Iron Maiden "The thin line between love and hate" Chodzi mi po głowie już cały tydzień.
Koniec strasznego tygodnia, początek jeszcze gorszego.
czwartek, 23 października 2014
No nieźle, jest to póki co najlepiej prowadzony przeze mnie blog ;) Zazwyczaj kończyło się na dwóch wpisach, hehe. Nie no, a tak na poważnie to mam się źle. Jakoś dzisiaj mimo wielu czynników, które zazwyczaj poprawiają mi humor czułam się źle. Miałam ochotę odciąć się od ludzi i zawinąć się w koc. Teoretycznie mogłabym tak zrobić, ale staram się zachować pozory, że wszystko jest ok. Nie chcę, aby ktoś się mną martwił. Chcę tylko spokoju. Z doświadczenia wiem, że gdy inni są świadomi tego, co się dzieje w mojej głowie nie dają mi żyć, tylko męczą pytaniami co u mnie słychać i czy jakoś się trzymam. A ja lubię ciszę, lubię być sama, bez problemów, które trzymają się mnie jak rzep psiego ogona. Każdy wie, jaka jestem, a mimo to ciągle coś ode mnie chcą, wymagają rzeczy, które dla mnie są nierealne do zrobienia a dla innych są codziennością. Podam taki przykład. Przyjaciółka chce, żebym z nią wyszła na miasto. Generalnie nie mam nic przeciwko, ale gdy się dowiaduję, że ma z nami iść jej koleżanka odechciewa mi się. Wtedy czuję się jak piąte koło u wozu. I nie jest to zazdrość, że ta druga osoba odbierze mi przyjaciółkę. Nie... Ja się po prostu boję innych ludzi. Inna sytuacja. Stoję na przystanku i nagle podchodzi do mnie koleś i mówi, że mu się podobam. Każda normalna dziewczyna by oszalała ze szczęścia, tym bardziej, że był on całkiem niezły, a ja w tej sytuacji poczułam się dziwnie. Czułam w sobie jakiś niepokój, lęk. I to nie przed tym chłopakiem, nie przed tym, że zrobię z siebie idiotkę, tylko przed samym kontaktem z jakimś człowiekiem. I to nie jest jakaś nowa sytuacja. Nawet jak byłam jeszcze z poprzednim chłopakiem też nie umiałam się przełamać i okazać mu trochę miłości. Taki jakby lęk przed bliskością. Jest to dosyć uciążliwe...Czasem czuję się jakby cały świat myślał, że jestem zimną suką. A ja na prawdę potrzebuję bliskości jednocześnie bojąc się jej...
niedziela, 19 października 2014
Przyszedł ten czas, kiedy należy zrobić podsumowanie tygodnia. Yaaay. A więc, tydzień ten minął bez większych problemów. Przynajmniej z początku. W czwartek byłam na pierwszej próbie chóru. Było na prawdę ekstra, całkiem sporo ludzi, ale atmosfera miła. Jednakże nie było na kim oka zawiesić (mówię tu o facetach) bo wszyscy wyglądają jak typowe kuce ;). W piątek zostałam pokrzywdzona cieleśnie, mianowicie na wf dostałam z łokcia w żebra czego skutkiem jest jego pęknięcie. Boli jak cholera, ale żyje się dalej. W sobotę z kolei dowiedziałam się, że moja babcia jest poważnie chora. Miłym uwieńczeniem tygodnia było nocowanie mojej ukochanej kuzynki u mnie. W sumie tylko tyle wydarzyło się w tym tygodniu... Trochę nudno, wiem, ale jak ja z domu nie wychodzę to nie ma co się dziać. Mam nadzieję, że kolejny tydzień będzie ciekawszy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)