niedziela, 4 stycznia 2015

Yaaay, kolejny post! Tak poświątecznie i posylwestrowo czyli chujnia z zabawą, dosłownie. Chujnią w tej sytuacji są święta. Moja babcia nie przygotowała kolacji wigilijnej. Specjalnie, żeby nie było. Troszkę mnie to zasmuciło, bo jednak Wigilia to Wigilia. I tu się zaczyna część zabawna, przynajmniej dla mnie. Siedząc w moim pokoiku, sącząc barszczyk instant stwierdziłam, że jestem żałosna. Piję barszcz rozpuszczalny i zagryzam wegetariańskim krokietem podgrzanym w mikrofali do tego słuchając piosenek świątecznych, którymi szczerze powiedziawszy rzygam... I nagle stwierdzam, że można to zrobić lepiej. Argentyńska telenowela, disco polo, tanie wino, dużo budyniu (mam nietolerancję laktozy więc będzie zabawnie) i do tego chłopak, który tak jak ja nienawidzi świąt. Ooo tak, tak będzie. Od dwóch lat święta to dla mnie jedynie ozdoby świąteczne i Kevin sam w domu. Z depresji przeszłam w stan planowania najżałośniejszych świąt, oby tak dalej, moja pani psycholog popiera ten styl wychodzenia z dołków. Mamusia zapomniała o tym, że ma córkę i nie przyszła w święta. Już przestaję się tym przejmować, uważam, że jest po prostu żałosna. Potem był sylwester i nie, nie z Polsatem. Spędziłam go tradycyjnie z kuzynką, miała być jedna noc, skończyło się na 4. Przynajmniej nie przytłaczałam się myślą, że w tym samym budynku jest moja babcia. No, generalnie odpoczęłam.A to chyba najważniejsze. Aktualnie myślę na jakie zajęcia dodatkowe się zapisać, bo potrzebuję interakcji z ludźmi. Chyba będą to zajęcia teatralne.Oczywiście z najlepszą przyjaciółką, sama bym się nie odważyła tam pójść. W sumie to na tyle dzisiaj. Do następnego razu, bajo ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz